| |

Aksum – Miasto
Królowej Saby i Arki Przymierza
To
tu, jak wierzą Etiopczycy, znajduje się Arka Przymierza. Tu urodziła się
legendarna królowa Saba. Wysokie stele nagrobne sprzed epoki
chrześcijaństwa dowodzą o wielowiekowej kulturze Aksum. I choć samo
miasto nie jest zbyt ciekawe, podczas podróży po Etiopii koniecznie
trzeba do niego zawitać.
Jesteśmy w historycznej kolebce Etiopii, Aksum, mieście położonym na
północy kraju, zaledwie 40 kilometrów od granicy z Erytreą. Miasto było
stolicą starożytnego państwa założonego w I w. p.n.e. W III – VI w.
królestwo przeżywało okres świetności, głównie dzięki morskiemu
handlowi. Towary wysyłane z portu w Adulis poprzez najpierw Morze
Czerwone, a potem Morze Śródziemne trafiały nawet do Indii i na Cejlon.
Za czasów króla Ezany, w pierwszej połowie IV w. Aksum przyjęło
chrześcijaństwo, a o jego znaczeniu świadczyła między innymi złota
moneta bita przez króla. . Od VII w. rozpoczął się stopniowy upadek
Aksum, związany z ekspansją islamu i odcięciem państwa przez muzułmanów
od szlaków handlowych, łączących Morze Śródziemne z Oceanem Indyjskim,
oraz opanowaniem aksumskiego wybrzeża Morza Czerwonego - wyspy Dahlak i
zatoki Massaua - przez Arabów. Aksum upadło ostatecznie w IX-X w.
Wojna odstrasza turystów
Pierwsze kroki kierujemy do centrum 55-tysięcznego miasta. Mijamy
niewielkie kamienne budynki, z których większość wygląda jakby za chwilę
miała się rozlecieć. Przy głównej ulicy ulokowało się wiele sklepików z
pamiątkami, jednak kupujących tu niewielu. Turystów nie widać, nic więc
dziwnego, że miejscowi patrzą na nas z zaciekawieniem, a młodzi chłopcy,
znający język angielski, przyłączają się do nas, by za drobną opłatą
poprowadzić nas do ciekawych miejsc. – Wszystkiemu winna wojna z Erytreą
– mówi 17-latek, który od pewnego czasu towarzyszy mi w spacerze. –
Naszym zdaniem w Aksum jest bezpiecznie, ale tak bliska odległość od
Erytrei odstrasza wielu turystów.
Jakby
na potwierdzenie słów młodego Etiopczyka na ulicy pojawia się kilka
wojskowych samochodów ONZ. Podobno wokół miasta stale przebywa 40
tysięcy żołnierzy.
Najwyższa stela świata
Z
głównego placu strzela w niebo smukły, wysoki obelisk. To Stela Króla
Ezany o wysokości 23 metrów i wadze 160 ton. Budowla z granitu ma wykute
fałszywe drzwi i okna. Nie ona jest jednak najważniejszą lecz ta, która
leży z boku za ogrodzeniem od kwietnia 2005 roku. To słynny Obelisk z Aksum wpisany, podobnie jak miasto w 1980 roku na Listę Światowego
Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Pochodzi sprzed 1700 lat i jest uważany
za najwyższy obelisk na świecie. Licząca 24 metry wysokości i ważąca
około 200 ton budowla została w obalona w czasie rebelii muzułmańskiej w
XVI wieku i pękła na trzy części. Po inwazji włoskiej w r. 1936 r. na
ówczesną Abisynię, w r. 1937 na osobisty rozkaz Mussoliniego obelisk
został zrabowany przez włoskich żołnierzy i ustawiony w centrum Rzymu.
Rząd Etiopii uważa obelisk za ważną część dziedzictwa kulturowego
państwa i przez lata zabiegał u Włochów o jego oddanie. Już w1947 r. ONZ
uznało, że obelisk powinien wrócić na swoje pierwotne miejsce. Po wielu
latach nacisku rząd włoski w kwietniu 1997 r. zgodził się na zwrot
zabytku. Pierwsze kroki w celu rozebrania obelisku i przewiezienia go na
miejsce przeznaczenia podjęto w listopadzie 2003 r. Zamierzano przewieźć
obelisk z powrotem do Etiopii w marcu 2004. Niestety, wkrótce po
podjęciu decyzji uderzył w niego piorun i zniszczył wierzchołek, co
spowodowało konieczność poddania obelisku konserwacji. Ostatecznie
obelisk został przewieziony w trzech lotach samolotem rosyjskim.
Najcięższa część ważyła 60 ton. Nigdy dotąd tak wielki ciężar nie był
transportowany drogą lotniczą.
W
okolicach Aksum znajduje się wiele mniejszych steli, a współcześni
badacze wciąż się głowią, jak setki lat temu, bez precyzyjnych urządzeń
można je było zbudować i ustawić.
Tu żyła Saba?
Jak
głosi legenda, w Aksum urodziła się królowa Saba. Niedaleko od Stelli
znajduje się zbiornik wodny zwany basenem królowej. Przewodnik pokazuje
wykute w skale schody, po których
Saba ponoć schodziła do wody, by zażyć
chłodzącej kąpieli. Dziś nad wodą też spotyka się kobiety. Przybywają tu
z plastikowymi pojemnikami, by zaczerpnąć wody. Zbiornik jest jej
największym miejskim „magazynem”.
Na
obrzeżach miasta zwiedzamy inną pamiątkę, która także ma świadczyć o
bytności legendarnej królowej. To ruiny jej pałacu, które najlepiej
oglądać z wieży widokowej wzniesionej na tyłach ruin. Z góry najlepiej
widać kontury dawnych komnat i korytarzy.
Uwiedzenie królowej
Królowa wybrała się do Jerozolimy, by poznać mądrego króla Salomona.
Ponieważ była niezwykle piękna, król nie mógł oprzeć się jej urokowi.
Kobieta nie skora była jednak do miłosnych uciech. Przebiegły władca
użył więc podstępu. Zapowiedział, że Sabie nie wolno dotknąć żadnego
przedmiotu znajdującego się w jej komnacie. Jeśli złamie obietnicę,
będzie musiała spędzić z nim noc. Królowa przyjęła wyzwanie i udała się
na kolację. Uprzedzeni o spisku kucharze przygotowali pyszne potrawy,
które przyprawili słonymi i pikantnymi ziołami. Aksumska piękność udała
się na spoczynek, ale pragnienie nie dało jej zasnąć. W pewnym momencie
zapominając o uzgodnieniach z królem schwyciła dzban wody i duszkiem go
opróżniła. Na o tylko czekał Salomon… Królowa po powrocie do swej krainy
okazała się brzemienna, a kilka miesięcy później na świat przyszedł owoc
„słonej nocy” – król Menelik. Gdy chłopiec dorósł, postanowił odwiedzić
swego ojca. I to koniec pierwszej części legendy.
Skąd Arka Przymierza?
Druga mówi o tym, że Menelik zabrał z pałacu Salomona Arkę Przymierza –
drewnianą skrzynię od zewnątrz i wewnątrz pokrytą złotem. We wnętrzu
miały znajdować się kamienne tablice, z dziesięcioma przykazaniami,
które Bóg wręczył Mojżeszowi na górze Synaj. Do Menelika i jego dworu
przyłączyły się ponoć tysiące Żydów – Felaszy, którzy dotąd żyją w
Etiopii.
Jakże więc nie odwiedzić miejsca, w którym ponoć znajduje się cenna
Arka, przedmiot poszukiwań wielu awanturników i miłośników przygód z
filmowym Indiana Jonesem na czele?
Znad drzew widnieje kopuła katedry Marii Panny z Syjonu. To nowy
kościół. Stary znajduje się nieopodal. Do pochodzącej z XVI wieku
świątyni nie mogę wejść – wstęp mają tam tylko mężczyźni. Pomiędzy
kościołami stoi niepozorny budyneczek z niebieskimi kratami w oknach,
otoczony niebieskim metalowym płotem. Przewodnik z ogromną powagą
wskazuje na niego ręką. – To tu przechowywana jest Arka Przymierza –
informuje. – Budyneczek natychmiast nabiera magicznej mocy powodując
burzę mózgu w mojej głowie. Wyciągam obiektyw aparatu, mając nadzieję,
że w przybliżeniu zobaczę coś więcej. Nic z tego. Arki Przymierza nie
widzę, tak jak nie widzieli jej najważniejsi możnowładcy etiopscy.
Ogląda ją tylko jeden człowiek – Strażnik Arki, który całe swe życie
spędza w budynku. Po jego śmierci najwyższa rada kościelna mianuje jego
następcę. Podobno komuś, kto ujrzałby Arkę, grozi śmierć, albo w
najlepszym razie ślepota. Wolę więc nie ryzykować. Koledzy nie dają za
wygraną i zarzucają przewodnika pytaniami. Mężczyzna w końcu ucina
rozmowę: – Czy wierzysz w Boga? Czy widziałeś Go kiedyś? My wierzymy i w
Boga i w to, że Arka istnieje i znajduje się tu, w Aksum.
Skarby w skrzyni i szmatach
Na
dole, przy płocie odgradzającym plac katedralny od domu z Arką, czeka na
nas strażnik skarbów. Otwiera szeroko metalową skrzynię, w której
znajdują się wysadzane drogocennymi kamieniami korony cesarskie, buławy,
chorągwie, kilkusetletnie księgi. Nie mogę uwierzyć, że takie skarby
przechowywane są nie w klimatyzowanych i dobrze strzeżonych muzeach, a w
zwykłej metalowej szafie na powietrzu…
Przewodnik prowadzi nas do nowej katedry, gdzie diakon za niewielką
odpłatnością wyciąga tysiącletnią księgę z warstw szmat, którymi jest
poowijana. Nieprawdopodobnie dobrze zachowane kolorowe rysunki i teksty
biblijne pisane w języku gyyz robią na nas ogromne wrażenie. A diakon
znowu zawija zabytek w szmaty i układa go na półce.
Pogrzeb i wesele

Przed kościołem natykamy się na dziesiątki żebraków,
trędowatych bez
rąk, nóg, nosów. To przerażający widok. Po chwili, już na ulicy, słyszę
natrętny dźwięk trąbki. Mężczyzna, który w nią dmie, prowadzi orszak
pogrzebowy. Na noszach leży przykryty warstwami kolorowych tkanin
zmarły. Za „trumną” idą duchowni ubrani w odświętne szaty, potem kobiety
w białych okryciach i tłum mężczyzn. Orszak zatrzymuje się przed
świątynią, duchowni odprawiają modły i okadzają ciało.
Z
zamyślenia wyrywa mnie dźwięk innej trąbki, znacznie weselszej. Wybiegam
na ulicę.
Tym razem trąbka oznajmia, że ulicą przejedzie młoda para i
goście weselni. Niektórzy z uczestników pogrzebu machają im radośnie. Na
jednym z samochodów dostrzegam barana. Zwierzę podczas uczty weselnej
zostanie rytualnie pozbawione życia i skonsumowane. Okazuje się, że
wesele odbywa się niedaleko od naszego hotelu i cała grupa dostaje
zaproszenie na ucztę. Jakże nie skorzystać z takiego zaproszenia?
Niestety, tłum gości, głośna tradycyjna muzyka etiopska są dla mnie zbyt
męczące. Życzę więc tylko młodej parze szczęścia i miłości i wracam do
pokoju, by w ciszy i spokoju przygotować się do kolejnego dnia w
Etiopii.
Marzena Kądziela
Zdjęcia Marzena Kądziela

|
|